sobota, 1 czerwca 2013

Day 15.


Oprócz lekkiego uszkodzenia kości nic mi nie było. Opierając się Harry'ego opuściłem teren szpitala. Mijaliśmy wielu fanów wsiadając do czarnego Vana. Słychać było oklaski i moje imię zagłuszane gwarem ludzi. Twoi rodzice wynajęli Ci pokój w hotelu „Cairo Mariott Hotel & Omar Khayyam Casino”. Wszyscy byli zgodni, że to tam także się zatrzymamy. Hotel był niesamowity! Jeszcze nigdy takiego nie widziałem. Jedynym mankamentem było to, że twój apartament był piętro wyżej. Odprowadziłaś mnie do drzwi, co nie było na miejscu, bo to ja powinienem pójść z Tobą pod Twoje „mieszkanie”.
-„Masz złamaną rękę i jesteś po wypadku. Bez żadnych zbędnych 'ale', proszę” – jeszcze nigdy nie widziałem Cię tak stanowczej. Z jednej strony było to naprawdę zabawne.
Wziąłem ciepły prysznic, co nie było łatwe z tym wkurzającym gipsem. Przebrałem się w świeże ubrania, wysuszyłem włosy. Jeszcze chwilę postałem przed lustrem, żeby wyglądać idealnie. Przecież wychodziliśmy na spacer, przy Tobie nie wypada być niechlujnym. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem w śnieżnobiałe drzwi. Złota klamka przekręciła się, a za chwilę mogłem widzieć Ciebie. Ubrana byłaś w długą, turkusową sukienkę. Do tego zwiewny szal tańczył z każdym powiewem wiatru.
-„Louis, coś się stało?” – śmiesznie uniosłaś brew.
-„Ujrzałem anioła…” – uśmiechnąłem się.
Znowu zobaczyłem, jak marszczysz nosek w niezadowoleniu. To było strasznie słodkie.
-„Nie lubię takich tanich tekstów” – zaśmiałaś się.
Ale jednak to była prawda. Wyglądałaś zjawiskowo, nie mogłem oderwać od Ciebie oczu.
-„Jeśli chodzi ci o dziwną sukienkę, to tutaj panuje taka moda” – zagadnęłaś.
-„Ależ mi o nic nie chodzi…” – ponownie posłałem Ci uśmiech.
Właściwie, to przy Tobie wielki banan ciągle gościł na mojej twarzy. Powolnym krokiem opuściliśmy hotel. Opowiadałaś mi o swoich wakacjach tutaj. Oglądaliśmy każdy znak, sklep, roślinę, pomnik. Byłaś taka beztroska. Okręcałaś się wokół, patrzyłaś w niebo, śmiałaś się. Przy skręcie na ulicę Rajskich Dziewic przystanęłaś. Niepewnie zbliżyłaś się do chodnika prowadzącego w tamtą stronę, lecz chwile potem z rezygnacją ruszyłaś ku targowi. Wszędzie było pełno ludzi. Bałem się tylko o to, by nie stracić się z oczu. W kolorowym parku usiedliśmy na krótki odpoczynek przy fontannie. Wszystko w tym zielonym zakątku było idealne. Precyzyjne przycięty żywopłot, dopasowane kolorystycznie kwiaty, które wcześniej widziałem tylko w Twoim domu… Popijając koktajl owocowy kupiony w pobliskiej kawiarni poszliśmy dalej. Wyrwaliśmy się z tego całego tłumu. Trudno i długo dostawaliśmy się na obrzeża miasta, lecz udało nam się. Minęliśmy biedne dzielnice. Serce krajało mi się na widok chudziutkich chłopców grających w piłkę nożną.
-„Zaczekaj tu” – poprosiłem.
Postanowiłem dołączyć do zabawy. Nie byłem pewny, czy mnie znają, ale to była sama przyjemność. Siedziałaś na ławeczce, z której odchodziły różne kolory farb. Po skończonym meczu zostawiłem chłopcom parę funtów na jakieś słodycze. Pamiętam, jak tłumaczyłaś im, że mają iść rozmienić je w kantorze. Gdy już odbiegli od nas widziałem, jak wielka łza spływa ci po policzku, a broda trzęsie się. Złapałem Twoje spojrzenie. Twoje błękitne oczy, zamglone były warstwą łez. Wtuliłaś się w moją pierś i cicho łkałaś. Nie wiedziałem, co mogę z tym zrobić.
-„Proszę, nie płacz…” – szepnąłem w Twoje włosy.
W milczeniu ruszyliśmy w kierunku zachodzącego słońca. W oddali widać było Nil. Szedłem myśląc, czy naprawdę to dobry moment. Nie było lepszej okazji. Szłaś po mojej lewej stronie. Lekko zacząłem wysuwać swoją zdrową rękę w Twoją stronę. Gdy dotknąłem Twojej ciepłej, delikatnej dłoni lekko musnąłem ją opuszkami swojej, zanim złączyłem je w całość. Splotłem nasze palce, nie wiedząc, jak zareagujesz. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały. Pewniej złączyłaś nasze dłonie tak idealnie do siebie pasujące. Lekki uśmiech przemknął przez Twoją twarz. Potem utkwiliśmy w miejscu spoglądając na zachodzące słońce. „To był idealny moment Lou…” pochwaliłem się. Byłem szczęśliwy wiedząc, że mogłem tam stać i czując Twą drobną dłoń w swojej.

~*~

I oto kolejny post c: Przepraszam, że czekaliście, ale daaaawno nie byłam na komputerze, bo dostałam laptopa, a to właśnie na kompie mam zapisane wszystkie rozdziały. Liczę na Wasze opinię i na to, że spodobał Wam się rozdział c:
Buziakiii!
Natt.

7 komentarzy:

  1. U.W.I.E.L.B.I.A.M. ten blog jest jednym z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejuniu, boski *.* ślicznie piszesz, Słoneczko!
    Kocham cię xx ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. awh,to takie słodkie. Bardzo mi się podoba ten rozdział ! Boże, nie wiem, co mam napisać, aby wywołać uśmiech na twoich ustach. haha xd
    Po prostu piekny jest ten blog, po prostu.

    PS I chyba nie poinformowałam cię o tym, że zmieniłam nazwe na twitterze. Przepraszam cię za to. Wszystkie blogi miałam zapisane na kompie w zakładce, a ostatnio i komp i laptop się zrestrtowały i straciłam wszystko, co na nich miałam, więc..Przepraszam, jeszcze raz! <3
    Czekam na nowy.
    Love, xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Nie czytałam jeszcze takiego opowiadanie! Jesteś świetna!xxxx

    OdpowiedzUsuń
  5. o boże wymiękam jak to czytam , uwielbiam tego bloga @OlaLecka99

    OdpowiedzUsuń